Category Archives: słownictwo

Prezenty pod choinką, stromikiem, krysbaumem, drzewkiem

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w ankiecie.
Wyniki można podejrzeć na mapie Google.
Najchętniej odpowiadali internauci ze Śląska i z Krakowskiego.

Prezenty przynoszą: Aniołek, Dzieciątko, Gwiazdor, Gwiazdka, Mikołaj.
Choinka to: choinka, drzewko, kryzbaum.
Okrągłe wiszące ozdoby to: bańki, bombki, glaskugle, gołki.
Srebrne ozdoby (pytanie było trochę mętne, a trochę otwarte): złotko, sreberko, pozłótko, pazłotko, staniol. Pojawiła się też lameta, która wygląda inaczej i nie jest ozdobą używaną w całej Polsce.


Może nie setki osób odpowiedziały, ale mamy i tak większy pluralizm niż na generalizującej mapie węgierskiego Jobbiku:

Ciekawie prezentuje różnorakie dane, w tym interesujące i nas w tym wpisie, serwis Kartografia Ekstremalna:

Trzeba by pomyśleć o nowych metodach zbierania danych językowo-kulturowych. Zabawa mi się podoba. Dziękuję i zapraszam ponownie.

Dodaj komentarz

Filed under słowa dawne, słownictwo

Prezenty pod choinkę przynosi…

Różni ludzie już pisali to i owo o tym, jak się co nazywa, ale dla mnie największy urok mają badania własne, odpowiedzi od konkretnych ludzi, a nie powielanie opisów dawniejszych etnografów i historyków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Stworzyłem nawet formularzyk, więc zapraszam na przedświąteczno-świąteczną wymianę słówek.
No to kto przynosi prezenty pod choinkę (o ile to się nazywa choinka)?

Dodaj komentarz

Filed under język polski, słownictwo

(re)militaryzacja języka

Wojny wprawdzie (jeszcze) nie ma i oby jej nie było, ale za to do publicznego głosu dochodzą słowa odzwierciedlające język techniczno-militarny.

TVN24 donosi, że „Rosja przebazowała na Białoruś samolot wczesnego ostrzegania”

Dodaj komentarz

Filed under język polski, leksyka, neologizmy, słownictwo, zmiany w języku

Zupełnie nieznane (mi) słowa. 2. lorbas

Podobno w Bydgoszczy (a gdzie jeszcze?) istnieje słowo lorbas, którym to pieszczotliwym mianem można określić chłopca „nieusłuchanego” (Andrzej S. Dyszak, Mały słownik gwary bydgoskiej).

Poza słownikiem:

1. ty luntrusie i lorbasie jeden (Rafał Frąckowski na FB). Zacna inicjatywa: ratować gwarę.

2. ale inne znaczenie, czyżby wędkarskie, być może jest w nieznanej mi, a kochanej przez wędkarzy książce Fikoty i lorbasy Kazimierza Wejcherta. Ciekawe.

Dodaj komentarz

Filed under język polski, leksyka, słowa dawne, słownictwo

Co to są zapocki? Jaka jest liczba pojedyncza?

Nie mogę się doszukać, jakiej redakcji (?) artystka Doda udzieliła wywiadu na temat swoich minimalnych wymagań dotyczących męskiej higieny

Tekst zacytuję więc za dziennikiem Fakt:

– Jeżeli facet nie śmierdzi i nie ma dramatycznych zapocek [podkreśl. moje] na całym ciele, to w ogóle mnie nie interesuje, jak jest ubrany. Bardziej mnie interesuje jak wygląda, jak jest rozebrany! Tym bardziej, że każdego faceta można ubrać jak się chce. Styl w jaki się ubiera dla mnie nie jest żadną cechą, którą bym sobie rozpisała w folderze „kogo pragnę”, kompletnie mnie to nie interesuje – wyznała Doda.

Filmowo-mówiona wersja wypowiedzi tutaj.

Co to są zapocki? Czy liczba pojedyncza tego nie notowanego przez słowniki rzeczownika to zapocka? Od wielu lat powtarzam, że Dorota Rabczewska wiele wnosi do współczesnej polszczyzny. Może jest to wnos dyskusyjny, ale dyskutować warto.

Dodaj komentarz

Filed under leksyka, neologizmy, słownictwo

Co to jest drybel? Zagadka z Mrożka

W sztuce Sławomira Mrożka* Kynolog w rozterce (1962) bohaterowie nasłuchują odgłosów bicia żony (!), a komentarz Nieznajomego jest chyba tenisowy.

Co to jest drybel? A kurchalter czyta się kurc-halter?

Kynolog ucieka przed nią w panice. Nad sufitem rozlegają się dziwne odgłosy. Jest to jakby sapanie maszyny parowej, połączo­ne z łoskotem pustych beczek upuszczanych z wysokości, od czasu do czasu gwizd. Przyjaciółka Ptaków zaprzestaje gonitwy za Kynologiem i patrzy w sufit.

NIEZNAJOMY — Co to?

KYNOLOG — Lokator z góry bije swoją żonę. Człek to solidny punktualny bardzo. Jeżeli bije, jest za pięć dwunasta. Lokator zawsze bije na dwunastą.

NIEZNAJOMY (wyjmuje złoty zegarek z dewizką i sprawdza godzinę) — Dwunasta zero.

KYNOLOG — Ja za niego ręczę. (do poprzednich odgłosów przyłącza się teraz jakby tupot galopujących po suficie koni) Teraz ją goni dokoła fikusa. Szczegółów nie znamy.

NIEZNAJOMY — Kwiaty w mieszkaniu to radość dla oczu a dla płuc wytchnienie. (nasłuchuje) Tak, to bekhend chyba…

KYNOLOG — Co jest bek… co proszę?

NIEZNAJOMY — Bije ją bekhendem… (nasłuchuje) Jeśli się nie mylę, nawet bekhend dubel, z podwójną przerzutką, z drajwem na trzy cugi i drybel na centrę.

PRZYJACIÓŁKA PTAKÓW — O!

KYNOLOG (oszołomiony) — Na co drybel, proszę?

NIEZNAJOMY — Choć mogę się mylić. Chciałbym na czymś stanąć i posłuchać z bliska. (wskazuje kanapkę) Czy państwo pozwolą?

PRZYJACIÓŁKA PTAKÓW (podsuwając mu kanapkę) — Ale czy wystarczy? Nie będzie za nisko?

NIEZNAJOMY — O, dziękuję bardzo! (odkłada kapelusz i laskę, wchodzi na kanapkę. Rozlegają się dodatkowe dźwięki, zbliżone do odgłosu piły tarczowej) Typowy kurchalter… (teraz następują głosy jak w muzyce elektronowej. Psy za drzwiami na lewo zaczynają wyć)

KYNOLOG — No, tego nie było! Psy mi rozdrażnili!

NIEZNAJOMY — To bardzo ciekawe…

KYNOLOG — Panie! Co za czasy! Żeby tak znęcać się nad zwierzętami!

———————————————————————————————————–

Źródło: S.Mrożek, Kynolog w rozterce, [w:] Tenże, Teatr 6, Warszawa: Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 1998, s. 258.

———————————————————————————————————–

* Którego prochy mają dziś być pochowane w tzw. Panteonie Narodowym (co za nazwa!) w Krakowie. Requiescat in pace.

Dodaj komentarz

Filed under język polski, leksyka, słowa dawne, słownictwo

Mięsne nie wiadomo co, czyli śwież…

Dzisiejszy wpis chyba mniej smakowity niż ten o kakaorodnych drzewach i cieście czekoladowym, ale może czytają mnie amatorzy śwież…

Przejeżdżając przez Polskę mniej więcej centralną, napotykam w reklamach przydrożnych barów reklamy nieznanej mi potrawy, tworzonej od przymiotnika świeży. Słowniki tego nie znają, dlatego się tutaj tym zajmujemy.

W Gazecie.pl ostatnio znalazłem formę świeżyzna:

Od samego rana herbaty nie ma w czym zrobić, bo każdy rondelek przygotowany na krew. Został tylko jeden wielki wolny gar na świeżyznę. Reszta jest w pogotowiu – obsługuje świniobicie. Ta miska na przykład (zabrana od zapitego w tamtym roku sąsiada) będzie na łeb.

Na zdjęciu prezentuje się zaś świeżynka.

potrawa jakaś

potrawa jakaś

Tradycyjnie więc proponuję ankietę i proszę o informację, co to jest.

Dodaj komentarz

Filed under leksyka, słownictwo, Uncategorized